Translate

sobota, 29 marca 2014

Katy Perry ''Killer Queen''

''Killer Queen'' - nie chodzi bynajmniej o tytuł nowej piosenki Katy Perry. Chodzi o najnowsze perfumy sygnowane jej nazwiskiem. 
Kupiłam je kilka dni temu skuszona rabatem 40% na dowolne perfumy w Rossmannie. Przyznam szczerze, że wcześniej nie miałam nawet pojęcia, że Katy Perry ma jakieś perfumy.
Trzymałam już w łapkach wybraną buteleczkę kiedy podeszła do mnie ekspedientka i mówi patrząc na wybrane przeze mnie perfumy: "nie przepadam za perfumami tej firmy, a te pani zna?" i pokazuje mi tego killera, a raczej ''killerkę''. Byłam w dobrym humorze więc zatrzymałam się, żeby mogła mi je zaprezentować (normalnie po czymś takim, pomyślałabym "a co mnie to obchodzi, że nie lubisz" i poszłabym do kasy). I co się okazało? Ta woda okazała się dla mnie strzałem w dziesiątkę! Uwielbiam takie słodkie, owocowe zapachy, a nazwa perfum świetnie oddaje to co kryje się w środku: jak za dużo na siebie wylejesz to zabijesz kogoś kto minie cię na ulicy- są tak intensywne. Są też super trwałe. Oczywiście nie utrzymują się od 6 rano do 22, ale nie tego oczekiwałabym po perfumach za 100 zł (30 ml), jednak są na tyle trwałe, że spokojnie 10-12 godzin na skórze wytrzymają.
Moja mama, która również uwielbia takie słodkości, twierdzi, że dla niej jest aż nazbyt słodki. Dla mnie jednak nie i z pewnością zostanie ulubieńcem tej wiosny i lata.
Co do opakowania: bardzo ładne, ma przypominać chyba jakiś królewski klejnot, tyle, że na półce musi leżeć, a ja wolę sobie ustawiać moje flakoniki. Nakrętka niestety jest wykonana z jakiegoś słabego plastiku i podejrzewam, że przy którymś użyciu po prostu się połamie. Dla mnie jest to jedyny minus tego produktu.


















Nuty zapachowe:

nuta głowy: leśne jagody, ciemna śliwka, bergamotka
nuta serca: czerwona celozja, naturalny jaśmin sambac, tęczowa plumeria
nuta bazy: kaszmeran, serce paczuli, płynna pralinka 

Cena: woda perfumowana 101zł / 30ml

Któż nie marzy o pięknych ustach, czyli porównanie balsamów do ust


Która z nas nie pragnie mieć pięknych, gładkich i zadbanych ust? Chyba nie znajdziemy takiej która by tego nie chciała. Zwłaszcza teraz, po zimie, kiedy coraz bardziej zwracamy uwagę na to, aby o siebie zadbać - wiosna już przyszła, a lato tuż tuż. Oczywiście mowa tu głównie o dbaniu o ciało, które będziemy coraz chętniej odkrywać, jednak twarz no i oczywiście temat dzisiejszego posta - usta - są równie istotne. 
Ja przetestowałam na sobie niezliczoną ilość balsamów do ust, bo są one bardzo kapryśne, przesuszają się na każdą zmianę pogody i ogólnie ciężko utrzymać je w dobrej kondycji. Po testach wszelakich balsamów drogeryjnych, doszłam do wniosku, że szkoda pieniędzy na dalsze testy i skierowałam swe kroki do apteki. 
Balsamów widocznych na zdjęciu używam/używałam od długiego czasu, w zależności od potrzeb moich ust (albo mojego widzimisie ;)) 

Przejdźmy do opisu poszczególnych balsamów. 

1. Nuxe Reve de Miel.




SkładAQUA/WATER, GLYCERIN, COCO-CAPRYLATE/CAPRATE, TRIBEHENIN PEG-20 ESTERS, GLYCOL PALMITATE, BUTYROSPERMUM PARKII (SHEA BUTTER) EXTRACT, PENTYLENE GLYCOL, HYDROXYETHYL UREA, POLYETHYLENE, TRISTEARIN, MEL/HONEY, HYDROXYSTEARIC/LINOLENIC/OLEIC POLYGLYCERIDES, XYLITYLGLUCOSIDE, ANHYDROXYLITOL, PARFUM/FRAGRANCE, GLYCERYL STEARATE, HYDROXYETHYLCELLULOSE, ACRYLAMIDE/AMMONIUM ACRYLATE COPOLYMER, TOCOPHEROL, ORYZA SATIVA (RICE) BRAN OIL, SESAMUM INDICUM (SESAME) SEED OIL, ETHYLHEXYLGLYCERIN, ACETYLATED GLYCOL STEARATE, XYLITOL, POLYISOBUTENE, CAPRYLYL GLYCOL, AVENA SATIVA (OAT) MEAL EXTRACT, DEHYDROACETIC ACID, PHYTIC ACID, GLYCINE SOJA (SOYBEAN) OIL, POLYSORBATE 20, SORBITAN ISOSTEARATE, SOLANUM LYCOPERSICUM (TOMATO) FRUIT/LEAF/STEM EXTRACT, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, BETA-CAROTENE, DAUCUS CAROTA SATIVA (CARROT) ROOT EXTRACT, POLYSORBATE 80, BENZYL SALICYLATE, CITRAL, CITRONELLOL, COUMARIN, FARNESOL, LIMONENE, LINALOOL [N0812/B].
Jak widać nie ma tu chemii, same naturalne składniki. Producent chwali się, że balsam jest kupowany co 28 sekund na całym świecie. Nie dziwię się, że tak prawdopodobnie jest. Balsam świetnie się rozprowadza, idealnie nawilża i przynosi ulgę spierzchniętym ustom. Sprawdza się zarówno zimą jak i latem. Chroni usta i przed wiatrem i przed słońcem. Jest bardzo wydajny, odrobina wystarczy aby pokryć całe usta. Słoiczek jest bardzo trwały, raz spadł mi na płytki i nawet się nie wyszczerbił. Cena produktu to 35 zł. Przy tej wydajności i gramaturze (15 gr) wydaje mi się, że to niewiele.

2. Herba Studio Tisane





Skład: Cera alba, Olea Europea oil, Petrolatum, Ricinus communis oil, Isopropyl Mirystate, Honey, Echinacea purpurea & Melissa officinalis & Silybum Marianum Extract, Aqua, Glyceryl Stearate, Cetyl Alcohol, Propylene glycol, Cholesterol, Tocopheryl acetate, Ethyl Vanillin

Balsam Tisane chciałby być alternatywą dla Nuxe Reve de Miel. Co więcej wiele osób twierdzi, że tak też właśnie jest. Niestety nie dla mnie. Balsam ma w swoim składzie Petrolatum czyli pochodną ropy naftowej. No cóż, może niektórym to nie przeszkadza, mi na pewno. Zanim zwróciłam uwagę na to co jest w składzie tego balsamu byłam w miarę zadowolona. Balsam wygładzał moje usta dość dobrze, jednak wciąż pozostawiał wiele do życzenia. Cena również - 10 zł za 4,7 gr - nie jest niska. Porównując do Nuxe (35 zł za 15 gr) wchodzi na to samo, a jednak składniki i działanie wg mnie jest inne. Nie przekreślam Tisane, choć uważam,że jest gorsze od Nuxe- wiele moich koleżanek z Tisane jest zadowolonych, a przecież o to właśnie chodzi.

3. Decubal Lips & dry spots balm








Skład:  Petrolatum, Lanolin, Paraffinum liquidum, Cera Alba, Ricinus Communis, Seed Oil, Salicylic Acid, Tocopherol.
Niestety do tego balsamu nigdy już nie wrócę. Balsam jest dermokosmetykiem, ale jego głównym składnikiem jest pochodna ropy naftowej i olej mineralny. Za takie coś serdecznie dziękuję. Co więcej balsam nie robi zbyt wiele z moimi ustami, bardzo ciężko się wchłania (w końcu główne składniki nie mogą się wchłaniać w głąb skóry, bo nie taka ich rola- olej mineralny jest też obojętny dla skóry więc nie uczula- może stąd jego popularność?) i pozostawia na skórze lepką warstwę. Cena to ok. 25 zł za 30 ml. 

4. Carmex Mint 

Skład: Camphor 1,7%, Menthol 0,7%, Phenol 0,4%, petrolatum, lanolin, cetyl esters, theobroma cacao, seed butter, mineral oil, beeswax, flavor, salicylic acid. 
Któż nie zna słynnego balsamu firmy Carmex? No cóż nie patząc już nawet na skład, wszak petrolatum i mineral oil nie są głównymi składnikami, Carmex i ja nie polubiliśmy się od początku. Został mi jakiś jeden kupiony przy okazji, niestety nie podziałał na moje usta. Spierzchnięte usta nie były ukojone nawet w momencie nakładania balsamu, sekundkę zapiekły i to całe działanie. Miałam też wrażenie, że spływa z moich ust. Cena to ok. 10 zł za tubkę 10 gr.


Podsumowując: dla mnie Nuxe jest bezkonkurencyjny, najlepiej ze wszystkich balsamów spełnia swoją rolę i obietnice producenta. Wygrywa pod każdym względem- cenowo, jakościowo i wydajnościowo :)

piątek, 28 marca 2014

La Roche Posay Lipikar Baume AP oraz Huile Lavante


Jeśli kiedykolwiek miałyście problem ze swędzącą, łuszczącą się czy wręcz atopową skórą wiecie doskonale jak ciężko z tym problemem walczyć. Zwykłe kremy czy balsamy z drogerii na pewno nie pomogą. W momencie nakładania mogą na chwilę ulżyć w tych dolegliwościach jednak na dłuższą metę nic nie zdziałają.
Ja i mój 1,5 roczny synek mamy właśnie taki problem. Ja głównie na nogach i dłoniach, Bąk na buzi, rękach oraz nóżkach.Ostatnie kilka miesięcy stosowaliśmy balsam do ciała oraz płyn do kąpieli firmy Oillan. Na początku można było nawet powiedzieć, że pomagał. Jednak od pewnego czasu widziałam, że ta pomoc jest coraz mniej skuteczna, a zważywszy na cenę (ok 35 zł każdy) i  wydajność (zwłaszcza płynu do kąpieli) zaczęłam się rozglądać za innym rozwiązaniem. Po drodze próbowaliśmy innych produktów jednak ich skuteczność pozostawia wiele do życzenia, a bardziej dosadnie- nie mam pojęcia dlaczego na opakowaniu znalazła się informacja o tym, iż jest to produkt do skóry atopowej.
Nie wiem dlaczego nigdy wcześniej nie wpadłam na produkty do skóry atopowej właśnie z La Roche Posay. Uwielbiam tę firmę, a produkty poleciła mi farmaceutka przy okazji innych zakupów. Cena co prawda może być gorzką do przełknięcia pigułką (60 zł za balsam i 70 zł za olejek do kąpieli)  jednak skuteczność nie równa się dla mnie z niczym innym. Używamy ich od miesiąca, buzia Bąka jest gładka jak nigdy wcześniej, nóżki wcześniej pokryte swędzącymi plackami teraz są gładkie i nie ma śladu po problemie. To samo u mnie, dłonie przesuszone aż do popękanej do krwi skóry teraz są naprawdę gładkie i nie wstyd ich już pokazać, nogi posmarowane po kąpieli nie wołają już o pomoc nawet po kilku godzinach. Mam nadzieję, że ta recenzja komuś pomoże, ja żałuję, że poznałam te produkty dopiero teraz. Aha, jeszcze jedno, krem i olejek można stosować u dzieci już od pierwszego dnia życia:)



czwartek, 27 marca 2014

Twoja skóra chce oddychać, czyli jak wykonać prawidłowy demakijaż

Każda kobieta wie (chyba) jak ważne dla jej skóry jest wykonanie prawidłowego demakijażu. Pomaga to oczyścić skórę ze wszelkich zanieczyszczeń, resztek kremu czy podkładu z SPF, a co za tym idzie pozwala to naszej skórze wziąć głęboki oddech i czerpać to co najlepsze z nałożonych kremów/olejków etc.
No dobrze, wszystko to jest jasne i każda z nas o tym wie. Ale czy każda z nas robi to poprawnie? Czy aby na pewno po zmyciu makijażu, kurzu i brudu jesteś w stanie powiedzieć, że twoja skóra jest idealnie czysta?
Jeśli tak- to świetnie, jeśli nie- przedstawię poniżej moje metody na idealnie czystą skórę:)
Oto one:
1. Zmywam makijaż zaraz po powrocie do domu, jeśli oczywiście mam pewność, że już nigdzie nie będę wychodzić. Szkoda mi czasu na łażenie po domu z całym brudem na twarzy do 21 czy 22. Jeśli zajmę się tym wcześniej moja skóra zacznie korzystać z nałożonych dobrodziejstw dużo wcześniej.
2. Zawsze robię podwójny demakijaż. Co to oznacza? Używam dwóch różnych środków do oczyszczania twarzy, jeden po drugim. Pierwszym może być żel, drugim pianka/ mleczko. Bardzo popularne są też olejki do wstępnego oczyszczania (sama jeszcze nie używałam, jak tylko zacznę, co nastąpi w kwietniu, podzielę się opinią). Produkty te nakładam na twarz zwilżonymi dłońmi i masuję dłuższą chwilę. Usuwam przy pomocy ręczniczka zamoczonego w ciepłej wodzie.
Po co dwa produkty, po co ręcznik (codziennie świeży!) ? Każdy produkt zmywa lepiej co innego, jeden lepiej zajmie się makijażem czy resztkami SPF, a inny kurzem i brudem. A ręcznik?  A no po to, żeby przy okazji oczyszczania zrobić bardzo delikatny peeling.
3. Po zmyciu makijażu przechodzę do następnego punktu czyli tonizowania twarzy, obecnie używam toniku z La Roche Posay, który uwielbiam. Czasami można przeczytać na opakowaniach toników, że służą do zmycia ostatniego brudu czy makijażu z twarzy. Jest to kompletna bzdura, tonik nie do tego ma nam służyć. Jeśli po zmyciu twarzy na waciku dalej jest brud, to albo demakijaż nie został zrobiony poprawnie albo użyte produkty nadają się do wymiany.
4. Po toniku można spryskać buzię wodą termalną, która ma za zadanie nawilżyć i odświeżyć naszą skórę. Ja robię to tylko rano, ponieważ to mnie dodatkowo pobudza.
5. Czas na krem pod oczy (zawsze nakładany jako pierwszy, przed kremami na twarz). Ja zawsze nakładam krem pod oczy, bez niego czuję, że moja skóra jest sucha i aż prosi żeby się nią zająć. Nakładam krem nawilżający, moim zdaniem taki mi wystarczy (póki co, chociaż blisko mi do 30stki, może czas na przeciwzmarszczkowy).
6. Następnie nakładamy serum/olejek. Serum dobieramy do stanu naszej skóry a nie jej typu. Czyli jeżeli mamy cerę mieszaną która w tym momencie jest odwodniona wybieramy serum do skóry odwodnionej.
7. Czas na krem nawilżający. Każda z nas potrzebuje kremu nawilżającego, nawet osoba ze skłonnością do wyprysków czy tłustą skórą. Takie osoby powinny wybierać kremy o nietłustej konsystencji (lekkie) odpowiednie do ich typu skóry. Odradzałabym też takim osobom stosowanie kremów matujących, które po pewnym czasie od nałożenia powodują jeszcze większe wydzielanie sebum. Odpowiednio dobrany krem na pewno spełni swoje zadanie!