Kupiłam je kilka dni temu skuszona rabatem 40% na dowolne perfumy w Rossmannie. Przyznam szczerze, że wcześniej nie miałam nawet pojęcia, że Katy Perry ma jakieś perfumy.
Trzymałam już w łapkach wybraną buteleczkę kiedy podeszła do mnie ekspedientka i mówi patrząc na wybrane przeze mnie perfumy: "nie przepadam za perfumami tej firmy, a te pani zna?" i pokazuje mi tego killera, a raczej ''killerkę''. Byłam w dobrym humorze więc zatrzymałam się, żeby mogła mi je zaprezentować (normalnie po czymś takim, pomyślałabym "a co mnie to obchodzi, że nie lubisz" i poszłabym do kasy). I co się okazało? Ta woda okazała się dla mnie strzałem w dziesiątkę! Uwielbiam takie słodkie, owocowe zapachy, a nazwa perfum świetnie oddaje to co kryje się w środku: jak za dużo na siebie wylejesz to zabijesz kogoś kto minie cię na ulicy- są tak intensywne. Są też super trwałe. Oczywiście nie utrzymują się od 6 rano do 22, ale nie tego oczekiwałabym po perfumach za 100 zł (30 ml), jednak są na tyle trwałe, że spokojnie 10-12 godzin na skórze wytrzymają.
Moja mama, która również uwielbia takie słodkości, twierdzi, że dla niej jest aż nazbyt słodki. Dla mnie jednak nie i z pewnością zostanie ulubieńcem tej wiosny i lata.
Co do opakowania: bardzo ładne, ma przypominać chyba jakiś królewski klejnot, tyle, że na półce musi leżeć, a ja wolę sobie ustawiać moje flakoniki. Nakrętka niestety jest wykonana z jakiegoś słabego plastiku i podejrzewam, że przy którymś użyciu po prostu się połamie. Dla mnie jest to jedyny minus tego produktu.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz